Uśmiech dzieci
29 października 2009r.
W prawie każdą środę i czwartek z Gdańskiego Seminarium Duchownego wyjeżdża grupa kilku kleryków do stowarzyszenia "Sopocki Dom". Już na progu świetlicy witają nas z niecierpliwością dzieci, które rzucając się nam na ramiona, ciągną nas do zabawy. Niestety najczęściej musimy je zasmucić mówiąc, że najpierw trzeba wykonać obowiązki, zaś dopiero potem jest czas na przyjemności. Dlatego na początku naszej wizyty szybko zasiadamy do stołu, by odrobić lekcje. Każdy z nas stara się pomagać dzieciom wykonać trudne obliczenia, napisać krótki list, pokolorować obrazek czy wyciąć wzorki na plastykę (przy okazji jest to dla nas świetna okazja, żeby przypomnieć sobie tabliczkę mnożenia i zasady ortografii). Po trudzie ciężkich zmagań z nauką nastaje najprzyjemniejszy czas, kiedy to dzieci z radością i niespożytą energią zaczynają się z nami bawić. Niewątpliwie jest to czas radości i powrotu dzieci do życia. Dzieci są pełne energii i uśmiechu. Ich pomysłowość i spontaniczność są nie do przewidzenia, co jest powodem niejednej komicznej sytuacji. Oczywiście nie mogłoby obyć się bez wymyślenia różnych "ksywek". Syrenka, mewa, W11, karolusienka - to tylko nieliczne pomysły naszych małych przyjaciół.
Jak się okazuje bitwy, gry, pogonie oraz poszukiwania śmiałka, który chowa się pod stołem bardziej męczą nas niż maluchy. Dlatego też ukochane ciotki zawsze przygotują wyśmienity posiłek, który rozpoczynamy wspólną modlitwą - tak jak uczył nas św. Paweł: "cokolwiek robicie: czy jecie czy pijecie wszystko czyńcie na chwałę Bożą". Po skończonym posiłku nadchodzi czas rozstania i powrotu do naszego seminarium.
Na tym jednak nie kończą się nasze spotkania z dziećmi. W jedną sobotę każdego miesiąca spotykamy się w kościele św. Michała Archanioła w Sopocie, gdzie razem z całym stowarzyszeniem "Sopocki Dom" uczestniczymy w Eucharystii. Wprowadzając dzieci w tajemnice naszej wiary przed Mszą św. jeden z naszych braci prowadzi krótką katechezę. Ponadto dzieci i młodzież są zaangażowani w przygotowanie liturgii słowa, a także przygotowują procesję z darami. Razem dziękujemy Panu Bogu za nasze spotkania, a także prosimy o Boże błogosławieństwo da nas samych i naszych rodzin. Po zakończeniu Eucharystii wszyscy uwielbiamy Boga nie tylko śpiewem, lecz także pokazywaniem, które angażuje całe nasze ciała.
Niejednokrotnie wydawało nam się, że nasz trud jest bezowocną robotą, przecież poświęcamy swój własny czas, jesteśmy obecni w ich życiu, pokazujemy im radość, odrabiamy lekcje, ciągle moglibyśmy się bawić, uczymy ich modlitwy i nic z tego nie mamy. Tak jednak nie jest. Apostoł Narodów mówi, że: "kto hojnie sieje, ten również hojnie zbierać będzie". Oznacza to, że choć wiele darujemy, w konsekwencji otrzymujemy jeszcze więcej. Kto najlepiej uczy nas pokory, jak nie dzieci? Kto uczy nas prostoty jak nie dzieci? Kto ukazuje nam ufność pomimo wszystko? Nie chodzi tu bynajmniej o brak bezinteresowności z naszej strony; że my tylko wtedy dajemy coś z siebie, kiedy otrzymamy coś w zamian. Kluczem do zrozumienia tego, co piszę jest logika miłości - bo tylko ona, dzieląc się z innymi, sama staje się bogata. To dzieci i młodzież dają nam swój uśmiech, radość, wesołość. Właśnie przez takie pozornie niezauważalne gesty pokazują nam, że "ziarno" dobra i miłości kiełkuje w ich sercach. Tylko Miłość sprawia, że dobro może się tak cudownie rozmnażać. Dlatego warto budować Królestwo Boże, bo jak się w rzeczywistości okazuje, nie potrzeba przy tym skomplikowanych operacji, lecz prostego dziecięcego serca, które potrafi się dzielić.
kl. Jacek Herman